Zbliża się sezon paprykowy i jeśli tylko zrealizuję wreszcie projekt nowych edycji moich autorskich sosów (będą wówczas dostępne w ramach sprzedaży nierejestrowanej), wznowię też na dobre prowadzenie Ostrego Bloga.
Zbliża się sezon paprykowy i jeśli tylko zrealizuję wreszcie projekt nowych edycji moich autorskich sosów (będą wówczas dostępne w ramach sprzedaży nierejestrowanej), wznowię też na dobre prowadzenie Ostrego Bloga.
Zdawało mi się, że niewiele już mnie zdziwi. Tymczasem w ostatnich dniach odbierałem wiadomości w Messengerze z zapytaniem o... kolejne produkty oraz ich ceny. Jak rozumiem, parę osób uznało, że prezentuję na blogu własne wyroby, które zamierzam sprzedać.
Kto regularnie czytuje Ostrego Bloga, zapewne zna już recenzje "Sosu Późnego Lata", "Jesiennych Wspomnień" i "Czekorzeczki", a zatem sosów oferowanych przez zachodniopomorski PanDemonic. Wszystkie zebrały u mnie pochwały. Jednak oscylują przy tym w rejestrach od "lajcików" po sosy średnio ostre, czas zatem przenieść się w nieco inne rejony.
Jedna z sześciu odmian papryk (na dziesięć ogółem), jakie w ubiegłym roku wydały choćby symboliczny plon na moim parapecie, miała być właśnie tą, na którą oczekiwałem szczególnie. Cieszyłem się ze sporej czy przynajmniej przyzwoitej jak na spartańskie warunki plenności – 20 owoców. Czekałem, aż się wybarwią na czekoladowo, jak przystało przecież na Black Stinger. Gdy były jeszcze zielone, tak je nawet przedstawiałem na blogu.
Witam po dłuuuuugiej przerwie. Miałem swoje powody, aby zawiesić działalność bloga, to wcale nie znaczy jednak, że projekt ten nie będzie kontynuowany. Wprost przeciwnie – mam już plany na nadchodzący tydzień. Zdradzę, że niedługo przeczytacie o jednym z kultywarów papryki habanero oraz o dwóch polskich sosach z solidną zawartością superhotów.