Aby przekonać się do
niektórych rzeczy, potrzeba nieraz chwili, dłuższej chwili... czy
jeszcze więcej czasu niż zawiera go dłuższa chwila. Tak
jest na przykład w muzyce: jakiekolwiek nie będą czyjeś
preferowane nurty i style, ktoś, kto jest jej wiernym odbiorcą,
zapewne łatwo przypomni sobie konkretne albumy, będące dlań, jak
powiedzieliby Anglosasi, growers – czymś, co początkowo
podeszło tak sobie czy nawet w ogóle nie podeszło, lecz stopniowo
zyskiwało coraz lepszy odbiór i okazywało się wartościowe.
Czymś, docenienie czego wymaga przynajmniej minimalnego dystansu i
czasu na zapoznanie.