poniedziałek, 3 maja 2021

Horda os i szerszeni


O cholera! To sos ostry na bazie papryki habanero. Habanero, a nie superhotów. To kolejny raz moja reakcja na fermentowany sos Ostrych Dziejów. Tym razem już przy tym nie recenzowany wcześniej "Jasyr" z jego zawartością "raptem" 65% ostrej papryki, lecz "Horda", w wypadku której chili ma stanowić aż 82% składu piekielnego specyfiku.

Dobrze, może nie dla każdego znowu piekielnego. Słyszałem o takich, dla których satysfakcjonującą ostrość ma dopiero "Horda" na bazie Carolina Reaper. Najbardziej wytrzymali ostrożercy potrafią nieraz zadziwić.

Nie ma oczywiście nic złego nawet w tym, że ktoś nie wyobraża sobie życia bez challenge'ów (przynajmniej o ile nie wywyższa się nad innych z powodu swojej rzekomej czy rzeczywistej wyjątkowej odporności na większe dawki kapsaicyny). Sam jednak, choć nie pogardzę raz kiedyś świeżą czy marynowaną paprykową rekordzistką Guinnessa, w wypadku papryk preferuję ostrość na poziomie Red Savina czy Black Stinger – stąd w wypadku sosu bynajmniej nie narzekałem na "niewystarczającą" ostrość "Hordy" w wersji habanero. Przeciwnie, jej wyczuwalną ostrość uznaję za wyższą niż niejednego sosu nafaszerowanego superhotami.

Przy tym, choć to produkt spożywczy złożony w lwiej części z chili, to bardzo wyraźne – i ogromnie atrakcyjne – pozostają w nim nuty imbiru i kurkumy. Zarówno w smaku, jak i zapachu – który przy tym bez trudu pozwala rozpoznać, że ma się do czynienia z czymś kiszonym. Dzięki temu "Horda" zapewnia intensywne i dość złożone doznania, wreszcie – jej ostrość staje się przyjemniejsza.

Trzeba spróbować.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza