środa, 6 stycznia 2021

A na nas tak ostro, panie dzieju...



Ananasowy "Swaróg" to ostatni z czterech owocowych sosów gotowanych Ostrych Dziejów, jaki miałem przyjemność spróbować. Nie był to sos, który nadzwyczajnie mnie zaskoczył. Nie tylko z racji podobnej jak w wypadku trzech "kuzynów" standaryzacji ostrości – dostępna jest wersja "trzygwiazdkowa", doprawiona habanero, "pięciogwiazdkowa", doprawiona miksem superhotów, i "sześciogwiazdkowa", doprawiona Carolina Reaper. I nawet nie ze względu na skład, podobny jak skład "Pieruna", z tą różnicą, że zamiast mango znajdujemy w nim ananasa.

Kosztowałem wyłącznie najostrzejszą, "sześciogwiazdkową" wersję z "Karoliną", stąd ostrość mogła przesłonić mi niektóre obecne w "Swarogu" smaczki i niuanse. Rozpoznawalny pozostaje, jeśli można to tak ująć, styl czy swoisty rys, charakterystyczny dla owocowych sosów gotowanych Ostrych Dziejów. To nie jest, dajmy na to, Dziki Bill. Tu pichci się inaczej. Jak? To trudno uchwytne, trzeba spróbować, zasmakować, a TO stanie się rozpoznawalne.

Omawiany dziś "Swaróg", jak już pisałem, najbardziej przypomina "Pieruna". Również w jego wypadku wyczuwalna jest nuta owoców tropikalnych, jak i przypraw ziołowych (nieśmiertelna kolendra!). Jest tylko od "Pieruna"... no właśnie, to rzecz gustu. Ci, którzy będą woleli ananasowy sos Ostrych Dziejów, powiedzą, że nuta nieostra "Swaroga" jest subtelniejsza i nie narzuca się nachalnie, zaś ci, dla których lepszy będzie sos z mango, powiedzą, że przecież "Pierun" jest pod tym względem bardziej wyrazisty.

Słowem, chyba każdy, dla kogo "Pierun" to w sumie dobry sos, a byłby jeszcze lepszy, gdyby wszystko nie było w nim pół tonu za wysoko, może brać "Swaroga" w ślepo. Dla mnie jednak w jego mangowym "kuzynie" atrakcyjne jest właśnie owo specyficzne "przegięcie", stąd, szczerze mówiąc, "Swaróg", choć przyjemny, trafił do mnie najmniej ze wszystkich gotowanych sosów owocowych, oferowanych przez torunian. Może przez to, jak wysoko podniosły poprzeczkę pozostałe trzy.

Obok pozornej przesady, cechującej "Pieruna", mogę zaraz wspomnieć o śliwkowej maliźnie "Dażboga" – mojego zdecydowanego faworyta wśród owocowych sosów gotowanych Ostrych Dziejów i jednego z najlepszych sosów ostrych, jakich w ogóle kiedykolwiek próbowałem – czy feerii smaków, czyli słodyczy, kwaskowości i słoności "Nocy Kupały". W przypadku "Swaroga" nieco trudniej mi wskazać ten jeden, najbardziej wyraźny atut.

Chyba, że... będzie to subtelność nuty nieostrej. Bo ta nuta jest właśnie subtelna, pomimo dobrej wyczuwalności przy dużej skali Scoville'a. Niby nic się nie dzieje, a "Swaróg" jest nie tylko ostry, lecz również smaczny. Nie najsmaczniejszy wśród oferty Ostrych Dziejów, ale wciąż godny uwagi.

Niestety, to nieuchronne: w gronie czterech owocowych sosów gotowanych Ostrych Dziejów któremuś musi przypaść czwarte miejsce i ja to czwarte miejsce wśród czterech zawodników przyznaję "Swarogowi". Jeśli jednak sos tej jakości trafia na koniec stawki, to świadczy dla mnie o tym, że owa banda czworga to naprawdę mocna ekipa.


Podany skład: ananas, papryka Carolina Reaper, świeża kolendra, limonki, polski czosnek Huzar, musztarda, ocet jabłkowy, przyprawy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza